„Mięsopusty, zapusty,
Nie chcą państwo kapusty
Wolą sarny, jelenie
I żubrowe pieczenie,
Mięsopusty, zapusty
Nie chcą panie kapusty,
Pięknie za stołem siędą,
Kuropatwy jeść będą,
A kuropatwy zjadłszy,
Do taneczka powstawszy,
Po tańcu z  małmazyją
I tak sobie popiją”

    Zapusty - to tradycja właściwie dawno zapomniana. Przypadały na trzy ostatnie dni karnawału i nazywano je także Mięsopustem albo „Szalonymi dniami”. Był to czas tańców, hulanek, swawoli. Od dworu do dworu pędziły kuligi, bawiono się wszędzie, zarówno po karczmach jak i chałupach.

   „Mięsopusty od czarta wymyślone bardzo pilnie zachowują” – biadał ks. Wujek w XIX w.

Taniec, a także obfitość pożywienia służyły w tym czasie nie tylko dla uciechy, ale miały magiczny sens. Gospodynie zbierały się  osobno i tańczyły „na urodzaj, na len, na konopie” wyskakując w czasie tańca jak najwyżej, by rośliny wyrosły wysoko. Czasami mogło to przypominać sabaty czarownic, bo kobiety tańczyły z „kociubami” do rozgarniania węgli w piecu, gromko przy tym pohukując. Jeśli takie rozbawione „baby” porwały przechodzącego mężczyznę, tańczyły z nim aż się nie wykupił piwem lub wódką. Mężczyźni tańczyli „po karczmach” przez trzy dni nie zaglądając do domów . Mawiano,  iż za każdą  parą tańczył diabeł lub siedzi na piecu i skrupulatnie spisuje tańczących, zwłaszcza tych, którzy nie zauważyli, że minęła północ i zaczęła się Wstępna czyli Środa Popielcowa.

   Przed „zapustami” bito świnie a w „szalone dni” goszczono się tak długo, aż nie zjedzono wszystkich wyrobów. Obfitość pożywienia miała charakter  prowokacji urodzaju i dobrobytu, miała przynosić dostatek na cały rok. Należało jeść tyle razy ile razy pies zamerda ogonem. Na stołach królowały napitki (wódka , piwo) tłuste mięsiwa , słodkie wypieki, pączki, racuchy, faworki.

   Po domach krążyły liczne gromady Przebierańców, a wśród  nich Cygan i Cyganka ze słomianym dzieckiem, Żyd, Policjant, Para Młoda oraz Draby. Chodzili parami: dziad i baba. 

Mieli twarze wysmarowane sadzami albo zakryte maskami z króliczych skórek z dużym czerwonym noskiem i wystającymi zębami. Na głowach mieli szpiczaste czapki  ze słomy lub sitowia .Byli pookręcani słomianymi powrósłami a na plecach mieli wypchane garby. Składając życzenia zapewniali, że „Gdzie drab przybędzie, tam szczęście będzie”.

   Ostatki obfitowały w obrzędy przejścia związane z unicestwieniem zimy i mijaniem czasu zapustnego. Np. w Krakowie i okolicach ciągnięto po ulicach  kukłę Mięsopusta, a następnie publicznie ją niszczono, rozrywając na strzępy.

   W zapustny wtorek – ostatni dzień karnawału- dokładnie o północy milkła muzyka i do sali 

w której  odbywała się zabawa wnoszono podkurek albo szkielet śledzia na patyku i garnek żuru- najczęstszego posiłku postnego, przypominając zebranym, że czas przestać swawolić 

a należy rozpocząć chrześcijański  okres pokuty.

   Trudno jednak było przekonać rozbawionych ludzi do tak nagłej zmiany nastroju, więc jakby siłą rozpędu także w Popielec zwyczajowo wyczyniano różne psoty. Bawiono się „tańcząc na urodzaj”, młode mężatki wódką wkupywały się do grona  bardziej doświadczonych gospodyń, a panny, które nie wydały  się jeszcze za mąż, stawały się obiektem drwin- np. przyczepiając im ukradkiem do ubrań tzw. klocki-  drewniane figurki lub szkielety rybie, gałgany, skorupki od jajek.

   W Środę Popielcową nie zapominano o pójściu do Kościoła. Po homilii, tak jak to czynią i dziś, księża posypywali głowy wiernych popiołem powstałym ze spalenia palm wielkanocnych z poprzedniego roku. Dawniej panowało przekonanie, że w tym celu wykorzystywane są zebrane na cmentarzu starte na proch kości ludzkie. Posypanie głowy popiołem było zewnętrznym znakiem rozpoczęcia pokuty.

   W czasie Wielkiego Postu powstrzymywano się od jedzenia potraw mięsnych. Żeby  uczciwie spełnić ten obowiązek gospodynie starannie myły, szorowały popiołem i wyparzały garnki, tak aby nie został nawet najmniejszy ślad  tłuszczu, a niepotrzebne patelnie wynosiły z kuchni. Przygotowując na przypiecku zaczyn na żur który stanowił główną postną potrawę mówiły:

„A cóż to tam na przypiecku tąpa?

Wstępna środa żurowi uprząta.

O, jakże cię nie żałować, miły mięsopuście,

Cztery szpery w grochu były a piąta w kapuście”

 

Maria Śmigielska

 

Stosownie do nadchodzących dni proponuję postny żur z ziemniakami.

Składniki:

25 dkg. żytniej mąki,1 l  wody, skórka razowego chleba, 2 łyżki chrzanu, 3 ząbki czosnku, majeranek, sól, pieprz, parę suszonych grzybów, włoszczyzna, parę ziemniaków, 150ml śmietany 18%. 

Mąkę wymieszać z przegotowaną ciepłą wodą, przelać do słoja, dodać skórkę razowego chleba. Odstawić w ciepłe miejsce na 48 godz. Włoszczyznę oczyścić, umyć i obrać, grzyby namoczyć w wodzie na noc. Ugotować wywar z włoszczyzny oraz grzybów(wraz z wodą w której się moczyły). Dodać zakwas, pokrojony czosnek, chrzan, majeranek, pieprz i gotować 15 min . Podawać z ziemniakami.

W przypadku gdy nie ma mąki żytniej można używać oczyszczone otręby pszenne, lepiej gdy nie są prażone.

Ta strona używa plików Cookies. Kliknij tutaj aby dowiedzieć się więcej!
2012 - 2018. Wszystkie prawa zastrzeżone Niepubliczne Przedszkole "Jarzębinka". Wykonanie: seewip